Ujawniamy w Toruniu. Nalot CBŚP na klub nocny! W dawnym Cocomo oszukiwano klientów?

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Tak wyglądała majowa akcja CBŚP w klubach nocnych w całym kraju. Wkroczono również do klubu go-go w Toruniu.
Tak wyglądała majowa akcja CBŚP w klubach nocnych w całym kraju. Wkroczono również do klubu go-go w Toruniu. CBŚP
Udostępnij:
Majowej nocy 500 funkcjonariuszy w Polsce wkroczyło do 23 klubów go-go - spadkobierców słynnego Cocomo. Rozbito zorganizowaną grupę, która okradała klientów. Jak ustaliły "Nowości", a potwierdziła prokuratura, nalot miał miejsce też w Toruniu. Wśród pokrzywdzonych są klienci tego lokalu.

CBŚP rozbiła grupę przestępczą w regionie

Policyjny nalot na "Cocomo" w Toruniu

"Policja! Gleba!" - z tym okrzykiem antyterroryści wkraczali w nocy z piątku na sobotę (z 27 na 28 maja) do 23 klubów nocnych w Polsce. Za nimi - funkcjonariusze CBŚP, komend wojewódzkich policji, agenci CBA i inspektorzy skarbówki.

Kluby wybrano nieprzypadkowo - były to lokale "spadkobiercy" słynnej sieci Cocomo. Efektem ogólnopolskiej akcji było rozbicie zorganizowanej grupy przestępczej, której celem było, według ustaleń prokuratury, przywłaszczanie jak najwyższych sum pieniędzy od klientów. Zatrzymano 22 osoby: od tancerek go-go po samego szefa Piotra H. z Krakowa. Postawiono im łącznie ok. 400 zarzutów. Na razie pokrzywdzonych w sprawie jest kilkadziesiąt osób, ale wciąż zgłaszają się kolejni. Śledczy szacują, że oszukanych może być łącznie nawet kilkadziesiąt osób (na przestrzeni wielu lat).

Polecamy

Dotąd było wiadomo, że nalot odbył się w Sopocie, Krakowie, Gdańsku, Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Bydgoszczy, Rzeszowie, Lublinie, Białymstoku i Łodzi. Jak jednak ustaliły "Nowości" i potwierdziła prokuratura - służby wkroczyły też tamtej nocy do klubu nocnego w Toruniu.

Dawne Cocomo w Toruniu. Co się działo w tym klubie na starówce?

Majowa akcja wykonywana była pod nadzorem Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu. to ta jednostka nadzoruje całkiem świeże jeszcze śledztwo w sprawie sieci klubów - spadkobierców Cocomo.

W Toruniu służby wkroczyły do klubu w samym sercu starówki. Do 2014 roku ten lokal go-go działał pod szyldem Cocomo. Potem, jak w całym kraju, ta nazwa zniknęła. Nie zniknął jednak erotyczno-oszukańczy biznes. Kluby przyjęły inne nazwy, prowadzone były przez różne spółki, powiązane jednak kapitałowo i personalnie. Toruński klub też przyjął inną nazwę, ale dalej zapraszały do niego z ulicy promotorki, obiecując tanie drinki i moc atrakcji. A to, co działo się w środku, niejeden klient zapamięta do końca życia.

W Toruniu, jak dowiedziały się "Nowości", nie doszło do zatrzymań. To jednak, w ocenie śledczych, może być tylko kwestią czasu. "Sprawa jest rozwojowa. Nie wszystko udaje się zrobić od razu" - usłyszeliśmy. Prokuratura przekazuje, że w tej sprawie pokrzywdzonymi są także klienci toruńskiego lokalu. Po nalocie klub miał wstrzymać działalność. Nadal jednak na jego drzwiach widzimy wywieszkę z napisem "Open" i informacja, że odbywają się tutaj "imprezy zamknięte".

Do dziś szokujące relacje mężczyzn, którzy w tym klubie stracili ogromne pieniądze, przeczytać można w internecie, np. wśród wystawianych opinii. Dziennikarz "Super Expresu" z Torunia dotarł natomiast do pana Mariusza, który miał zostać naciągnięty na blisko milion złotych! Odurzony amator zabawy w klubie go-go miał zostać odurzony, a potem odkryć, że zamówił między innymi ... 150 szampanów!

W dawnych Cocomo scenariusz był taki: zbajerować, odurzyć i wyłudzić pieniądze

Klienci klubów go-go w całym kraju tracić mieli poważne sumy pieniędzy wskutek przestępczego, precyzyjnie opracowanego i realizowanego procederu. Jak wyglądał ten mechanizm?

Najpierw klienta do lokalu trzeba było "wciągnąć" z ulicy. Do Cocomo, także w Toruniu, zapraszały dziewczyny z różowymi parasolkami. Do klubów po 2014 roku - promotorki z ulotkami, kuszące drinkami i niezapomnianymi wrażeniami. Skuszeni mężczyźni wkraczali do środka, a tam już zajmowały się nimi hostessy.

Polecamy

Panowie najpierw na trzeźwo, a potem już pijani lub wręcz odurzani (wielu relacjonuje, że traciło świadomość i odzyskiwało ją np. nazajutrz rano) wydawali imponujące kwoty pieniędzy. Na co? Stawiali drinki, zamawiali szampany tancerkom go-go albo nawet po 150 róż. Wszystko miało wyglądać tak, że płacili sami, dobrowolnie. Temu służyły nagrania z klubów, na których widać było, że sami wbijają PIN.

W praktyce jednak - co śledczy w mrówczej pracy udowodnili, jak twierdzą - rzecz wyglądała inaczej. Klientom z karty płatniczej hostessy ściągały pieniądze nie wiadomo za co, np. ze słowami "nie przeszła karta, zapłać jeszcze raz" czy "tyle samo, co poprzednio". Ba, odurzonym gościom do pieniędzy miano dobierać jeszcze bezczelniej.

Hostessy miały zabierać mężczyznom smartfony i przez aplikacje wchodzić na ich konta bankowe. Łatwe było to w przypadku nowoczesnych urządzeń, które odblokować można metoda face ID, przykładając aparat do twarzy. Z kont ginęły gościom nawet setki tysięcy złotych! Czy tak też było w Toruniu? Tego nie wiemy. Faktem pozostaje - co przekazali nam śledczy - że w gronie pokrzywdzonych są klienci także lokalu w naszym mieście, a jego działalność była i jest przedmiotem śledztwa.

"Studio nagrań" w Krakowie miało być centrum dowodzenia dla sieci klubów

Według ustaleń prokuratury, w Krakowie mieściło się swoiste centrum nagrań i dowodzenia. W sali z monitorami siedzieli "menagerowie", którzy śledzili, co dzieje się w poszczególnych w klubach. Mieli telefonicznie instruować hostessy, jak mają zachowywać się wobec gości pod kątem tego, co nagra się na monitoringu. Dlaczego?

Nagrania były ważne i nawet przez wiele lat mogły kryć przestępczy proceder. Oszukani klienci zgłaszali bowiem sprawy policji i prokuraturze. Większość z nich była jednak dotąd umarzana. Zabezpieczane z klubów nagrania pokazywały bowiem, że mężczyźni samodzielnie dokonują płatności kartą. Teraz wiadomo, za sprawą najnowszego śledztwa nadzorowanego przez Wrocław, że świadomie wielu z nich mogło płacić tylko za pierwsze drinki (i to się nagrywało), a potem inicjatywę przejmowały już pracownice klubów. Ale to nie wszystko!

- Z ustaleń wynika, że najprawdopodobniej do napojów dodawano klientom niedozwolone substancje, które powodowały ograniczone możliwości psychofizyczne tych osób. Dotychczas śledczy ustalili, że oszukanych mogło zostać nawet kilka tysięcy klientów, w tym cudzoziemcy, którzy stracili od kilku tysięcy złotych do nawet miliona złotych - przekazała po majowej akcji Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka prasowa CBŚP.

I dodała: - Z zebranego materiału wynika, że za pomocą telefonów poszkodowanych dokonywano manipulacji na ich kontach bankowych, zwiększając limit dzienny, podwyższając progi operacji kartą kredytową, a nawet zaciągano pożyczki w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych, które to pieniądze w ciągu kilku godzin wydawano w lokalu.

Skuteczne ściganie takiego przestępczego procederu utrudniały właśnie wspomniane nagrania. Dopiero ich wnikliwa analiza, w dużej, a nie pojedynczej skali, pozwoliła teraz na odkrycie prawdy i zgromadzenie dowodów przestępstwa.

Setki zarzutów, zatrzymania i areszty. Ale to nie koniec sprawy!

Efektem majowej akcji było zatrzymanie 22 osób, w tym szefa grupy Piotra H. z Krakowa, który usłyszał zarzuty zorganizowania i kierowania grupą, której celem było oszukiwanie klientów, a nawet rozboje. Zatrzymani zostali też menadżerowie i tancerki. Łącznie postawiono blisko 400 zarzutów. 18 osób trafiło do aresztów.

To jednak absolutnie sprawy nie kończy. Badane są i będą nie tylko sytuacje związane choćby z klubem w Toruniu. Śledczy pod lupę biorą też przypadki najbardziej drastyczne - śmierci klientów w klubach go-go. Badany będzie ponownie zgon Marka C. z Wielkiej Brytanii, który zmarł w krakowskim lokalu pięć lat temu. W 2019 roku jego sprawę krakowska prokuratura umorzyła stwierdzając, że zatruł się alkoholem. Obecnie na ten i inne przypadki śledczy patrzą już inaczej.

WAŻNE. Tak klub w Toruniu werbował młode kobiety do pracy:

  • Hostessom i promotorkom lokal w Toruniu obiecywał nawet 1500-2500 "tygodniówki". Zachęcał do pracy w miłej atmosferze, nie wymagał doświadczenia, tylko zaangażowania, komunikatywności i operatywności. Młode kobiety, oprócz wynagrodzenia za godziny pracy miały też "prowizję od wprowadzonego gościa". Wewnątrz lokalu miały natomiast, według ogłoszeń, robić "sztuczny tłok", ale i zajmować się klientami.
  • Od kandydatek na tancerki klub nie oczekiwał specjalnych umiejętności zawodowych, tylko - znów - zaangażowania, chęci przyuczenia się, odpowiedniej prezencji. Kusił nawet kilkoma tysiącami złotych tygodniowo. Kobietom obiecywano też pomoc w zakwaterowaniu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie