Toruń: Ekopatrolowi Straży Miejskiej zajęć nie brakuje. W czerwcu interweniował ponad 200 razy

Mirosława Kruczkiewicz-Siebers
Mirosława Kruczkiewicz-Siebers
Papuga nimfa czeka na właściciela w siedzibie Straży Miejskiej
Papuga nimfa czeka na właściciela w siedzibie Straży Miejskiej Straż Miejska w Toruniu
Biało-szara papuga nimfa wciąż czeka na swojego właściciela w siedzibie toruńskiej Straży Miejskiej. Egzotycznego ptaka municypalni z ekopatrolu odłowili w poniedziałkowy wieczór na terenie siłowni zewnętrznej na Bulwarze Filadelfijskim.

Zobacz wideo: Czy po zakażeniu covid-19 zyskujemy odporność?

Wygląda na to, że lipcowe poniedziałki są dla toruńskich ekostrażników dniami nietypowych interwencji. 5 lipca zostali wezwani do roju pszczół, który „przysiadł” na chodniku przy ulicy Włocławskiej, co oczywiście wiązało się z zagrożeniem dla przechodniów i okolicznych mieszkańców. W trosce o bezpieczeństwo ludzi mundurowi zabezpieczyli teren z pszczołami przed osobami postronnymi i wezwali profesjonalnego pszczelarza, który odłowił owady.

Nimfa czeka

Tydzień później dyżurny Straży Miejskiej przyjął zgłoszenie, że na terenie Specjalistycznego Szpitala Miejskiego w Toruniu spaceruje sobie... kogut. Wysłani na miejsce funkcjonariusze z ekopatrolu za pomocą specjalistycznego sprzętu odłowili zwierzę. Po wstępnej ocenie stanu zdrowia „spacerowicza” zabrali go do swojej siedziby.

- Niestety po koguta nikt się nie zgłosił - mówi Anna Wiśniewska z Zespołu do spraw Profilaktyki i Komunikacji Społecznej toruńskiej Straży Miejskiej. - Jak zwykle w takiej sytuacji ptaka oddaliśmy do jednej ze współpracujących z nami instytucji, które opiekują się zwierzętami. Mamy wprawdzie odpowiednie woliery i zezwolenie na krótkotrwałe przetrzymywanie zwierząt, ale generalnie zwierzęta, których właściciele nie odebrali, po pewnym czasie przekazujemy instytucjom, z którymi podpisaliśmy stosowne umowy. Na przykład dzikie zwierzęta trafiają do Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Kobylarni.

Znaleziona nad Wisłą nimfa jeszcze przez jakiś czas pomieszka u strażników. Jest duża szansa, że właściciel ją odbierze. Do tej pory nie zdarzyło się, by nikt nie zgłosił się po papugę, a takich gości municypalni mieli już kilku.

- Mamy nadzieję, że tak będzie i w tym przypadku – mówi Anna Wiśniewska.

Dodajmy, że każde odłowione zwierzę na wstępie przechodzi badania weterynaryjne i od ich wyniku zależy dalsze postępowanie.

Od jeża po nietoperza

O ile rój pszczół na ruchliwej ulicy czy kogut w szpitalu to sytuacje wyjątkowe, odławianie zbiegłych z domowej hodowli papug zdarza się strażnikom z ekopatrolu nie tak rzadko. Nie ma ostatnio miesiąca, by nie byli informowani o znalezieniu papużki falistej, rozelli czy nimfy.

W statystykach interwencji toruńskiego ekopatrolu dominują jednak rodzime gatunki ptaków. W czerwcu udzielił on pomocy 177 rannym lub chorym ptakom - nie tylko licznie towarzyszącym nam w mieście jerzykom, kawkom, gołębiom czy sikorkom, ale i dzięciołom, puszczykowi, pustułce, myszołowowi. Podobnie było w maju. Do potrzebujących pomocy ptaków ekopatrol wyjeżdżał 110 razy. Pomagał m.in. kaczkom, drozdom, sójkom, bażantowi, kwiczołowi, mewie, muchołówce.

W czerwcu municypalni udzielili pomocy też 32 ssakom: jeżom, wiewiórkom, nietoperzom, sarnom, szczurom hodowlanym, psom, zającowi i kotu. Niewiele mniej, bo 28, takich interwencji było w maju. Strażnicy wyjeżdżali do jeży, saren, lisów, zajęcy, kotów, psów, kuny, wiewiórki i nietoperza.

W minionych dwóch miesiącach natomiast nie było tak sensacyjnych „znalezisk”, jakie wydarzyły się w zeszłym roku, gdy w sklepie odzieżowym natrafiono na skorpiona, a w jednostce wojskowej na pająka ptasznika.

Lepiej przygarnij kota

Przypomnijmy przy okazji, że ekolodzy odradzają trzymanie w domu egzotycznych, nieudomowionych zwierząt (w przypadku wielu z nich zresztą zakazują tego przepisy prawa). Chodzi nie tylko o to, że miejsce papugi czy żółwia jest w ich naturalnych ekosystemach i pozbawiając ich tego zwyczajnie je krzywdzimy. Zbiegłe z domowych hodowli egzotyczne gady i ptaki mogą zagrażać naszej rodzimej faunie. Aleksandretty czy żółwie czerwonolice to dla naszej przyrody gatunki inwazyjne. Wygrywają z „tubylcami” walkę o pokarm i miejsca do gniazdowania, przyczyniając się do zmniejszenia ich populacji.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie