Pobite niemowlę z Torunia opuściło szpital. Gdzie teraz zamieszka?

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
3-miesięczny Remigiusz, u którego lekarze w szpitalu w Toruniu stwierdzili złamania kości nóg i żeber oraz ślady po oparzeniach, dziś (25.01) w stanie dobrym opuszcza lecznicę 123rf
3-miesięczny Remigiusz, u którego lekarze w szpitalu w Toruniu stwierdzili złamania kości nóg i żeber oraz ślady po oparzeniach, wczoraj w stanie dobrym opuścił lecznicę. Podejrzewani o okrutne znęcenie się nad nim to ojciec Bartłomiej O. i matka Maja R., torunianie.

- Dziecko w stanie dobrym zostanie wypisane. Pomocy udzielali mu między innymi lekarze ortopedzi - przekazał nam rano dr Janusz Mielcarek, rzecznik Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Toruniu.

Trzymiesięczny Remigiusz nie wróci do rodzinnego domu ani pod opiekę krewnych. Decyzją sądu trafi od razu do specjalistycznej rodziny zastępczej. Przypomnijmy, że tragiczne położenie dziecka ujawnili lekarze 18 stycznia br. Wówczas rodzice Remusia udali się z nim do jednej z przychodni zdrowia, bo puchła mu nóżka. Stąd w trybie pilnym skierowano malca do szpitala dziecięcego. A tutaj podejrzenia się potwierdziły: chłopczyk miał obrażenia ciała świadczące o tym, że był maltretowany. Stwierdzono u niego m.in. złamania kości piszczelowe obu nóg, złamane żebra oraz oparzenia w obrębie klatki piersiowej i jamy brzusznej. Obrażenia powstały w różnym okresie czasu.

Zobacz wideo: Kalkulator kolejki szczepionkowej Covid-19.

Rodzice niemowlęcia zostali zatrzymani. 21 stycznia usłyszeli poważne zarzuty i na wniosek prokuratury zdecydowano o ich tymczasowym aresztowaniu. Ojcu postawiono zarzut usiłowania zabójstwa dziecka ze szczególnym okrucieństwem, a matce - znęcania się fizycznego, też ze szczególnym okrucieństwem. Za pierwszy czyn grozi nawet dożywocie, a za drugi do 10 lat więzienia. Rodzice nie przyznali się do winy. Ojciec w ogóle odmówił składania wyjaśnień. Tego natomiast, co śledczym przekazała matka, prokuratura z uwagi na dobro śledztwa nie chce na tym etapie sprawy ujawniać.

Kim są rodzice Remigiusza? To para mieszkająca w Toruniu. Ojciec to Bartłomiej O., ma 28 lat. Matka to Maja R., mająca 25 lat. Podkreślmy, że na przestrzeni ostatniego roku to już kolejny ujawniony w kraju przypadek niemowlęcia z podobnymi obrażeniami i rodziców, którym śledczy stawiają zarzuty.

Czytaj także

Remuś - przypadek z Torunia

Czy w toruńskim domu Remigiusza bywali jego dziadkowie, inni krewni? Czy byli w stanie wychwycić zło, które się tam dzieje? Czy szansę na reakcję mieli sąsiedzi Bartłomieja O. i Mai R.? A może po prostu słysząc płacz zza ściany stwierdzali, że "niemowlę musi płakać"? Czy w tej rodzinie był alkohol, używki albo przemoc? Czy interweniowali tu policjanci? Założono Niebieską Kartę? Czy rodzina była objęta pomocą MOPR-u? Czy i ile razy dziecko było od urodzenia u pediatry? Pytania w tej sprawie mnożą się.

Śledztwo wszczęte przez Prokuraturę Rejonową Toruń Wschód jest jednak w początkowej fazie. Bez odpowiedzi pozostaje więc dziś także i kolejne nasze pytanie, które zadaliśmy śledczym: dlaczego zarzuty postawione ojcu i matce różnią się? -Dotąd przedstawione zarzuty, w miarę gromadzenia materiału dowodowego, będą z pewnością weryfikowane. A zatem wszystkie okoliczności mogące mieć wpływ na ustalenie stanu faktycznego, motywu, ich podłoże itd. będą dokładnie sprawdzane. Z uwagi na dobro śledztwa więcej informacji podać nie mogę - przekazuje prokurator Andrzej Kukawski, rzecznik toruńskiej prokuratury.

Nie przeocz

Milenka - przypadek z Biecza

O 5-miesięcznej Milence z Biecza (woj. małopolskie) media poinformowały w grudniu minionego roku. Dziewczynka trafiła do Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie z lecznicy w Gorlicach. Wymagała pilnej, specjalistycznej pomocy. U niemowlęcia, które trafiło tu w ciężkim stanie, lekarze stwierdzili krwiaki, a także świeże i starsze złamania kości.

- Dziewczynka została przewieziona do Rzeszowa karetką, pod nadzorem anestezjologa. Nie mam żadnym wątpliwości, że dziecko było bite. To klasyczny obraz zespołu dziecka maltretowanego. Wiem, że jest w ciężkim stanie. Liczymy, że wyjdzie z tego. Niestety, skutki urazów głowy mogą być dla niej dramatyczne - mówił dziennikarzom Michał Burbelka, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Jaśle.

Lekarze i śledczy doszli do przekonania, że Milenka była maltretowana. Zarzuty znęcania się nad dzieckiem usłyszała 22-letnia Pamela H., matka. Ojciec po przesłuchaniu został zwolniony i ma w sprawie status świadka. Aresztowana tymczasowo młoda matka jest w trzeciej ciąży. Jej najstarsze dziecko (synek mający 2,5 roku) znajdował się pod opieką krewnych.

Czytaj także

Laura - przypadek z Siemianowic

Przypadek 4-miesięcznej Laury z Siemianowic Śląskich ujawniony został w maju minionego roku. Czteromiesięczna Laura z licznymi złamaniami i krwiakami trafiła do jednego ze szpitali. Maleństwo było niedożywione i wycieńczone. Konieczna była natychmiastowa operacja. W tej sprawie zatrzymano matkę dziecka i jej partnera.

Zatrzymana przez policję matka dziewczynki Patrycja K. ma 26 lat. Zaprzeczała, by ktokolwiek znęcał się nad jej córeczką. Twierdziła, że nie wie, skąd wzięły się u niej takie obrażenia. Zatrzymany został także 31-letni partner kobiety, Dariusz A. Kobieta ma z nim 2-letniego synka. Oprócz niemowlęcia i chłopczyka para wychowuje wspólnie jeszcze pięcioletnią dziewczynkę.

Luiza - przypadek z Malborka

Zaledwie 4 tygodnie miała Luiza z Malborka, gdy trafiła do szpitala z ciężkimi obrażeniami, które świadczyły o znęcaniu się nad nią. Ten dramat ujawniony został w lutym 2020 roku, a już w lipcu ruszył proces rodziców dziewczynki. To młodzi ludzie: Klaudia F. (lat 20) i Marcin G. (lat 21).

Czytaj także

Gdy Laura trafiła do szpitala w Malborku, jej stan był krytyczny. Przez kilka tygodni lekarze walczyli o życie maleństwa. Dziewczynka miała m.in. obrzęk mózgu, urazy głowy i złamany obojczyk. Matka i ojciec sami się zgłosili do lecznicy twierdząc, że niemowlę uderzyło się o fotelik.

Prokuratura zarzuciła kobiecie i mężczyźnie popełnienie "wspólnie i w porozumieniu przestępstwa znęcania się fizycznego nad dziewczynką oraz spowodowanie u niej ciężkich obrażeń ciała, przez co usiłowali pozbawić ją życia". Proces rodziców ruszył przed Sądem Okręgowym w Gdańsku. Z uwagi na interes dziecka i charakter sprawy jego jawność wyłaczono.

Nie przeocz

Opisane powyżej przypadki to tylko część dramatów z minionego roku, w których ofiarami byli najsłabsi, czyli najmłodsze dzieci. Przypomnijmy też, że przed Sądem Okręgowym w Toruniu wciąż toczy się proces Radosława M. i Angeliki L., "opiekunów" małego Tomusia z Grudziądza. Trzyletni chłopczyk w listopadzie 2017 roku trafił w krytycznym stanie do szpitala. Miał obrażenia głowy, połamane rączki. Był skrajnie wycieńczony. Mimo heroicznej walki lekarzy o jego życie, niestety nie udało się go uratować.

Matka skatowanego 3-latka odpowiada przed sądem za znęcanie się i spowodowanie ciężkich obrażeń u dziecka, a jej konkubent - za zabójstwo. Dziś (25.01) w sądzie odbyła się kolejna rozprawa. Termin następnej, bynajmniej nie ostatniej w tym procesie, to 5 lutego. Sprawa ma wyłączoną jawność.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie