Miasto żyło żużlem. Przed Grand Prix Polski na starówce były tłumy

Daniel Ludwiński
Daniel Ludwiński
Fani żużla doskonale bawili się w Toruniu
Fani żużla doskonale bawili się w Toruniu Marcin Orłowski
Tłumy kibiców na Rynku Staromiejskim i na Szerokiej, biało-czerwone flagi, koszulki i szaliki - w dniu żużlowego Grand Prix Polski Toruń żył mistrzostwami świata.

Podobnie jak rok temu, także i tym razem nasze miasto organizowało nie jeden, a dwa turnieje. W piątek potwierdziło się jednak to, o czym wiedzieliśmy już po zeszłym sezonie - pierwszy dzień to tylko namiastka tego, czym powinno być Grand Prix. Niektóre sektory na Motoarenie świeciły pustkami, a w ciągu dnia na ulicach brakowało charakterystycznego gwaru zwiastującego zbliżające się widowisko.

Co innego w sobotę - na Starym Mieście pojawiły się tysiące fanów żużla, a że ładna pogoda zachęciła do spacerów także mieszkańców, w centrum było tłoczno. Na Rynku Staromiejskim było widać kibiców z całej Polski, choć największe grono stanowili oczywiście fani walczącego o tytuł mistrza świata Bartosza Zmarzlika, w tym jego sąsiedzi z Kinic.

Jeśli czegoś na Rynku Staromiejskim i w jego sąsiedztwie brakowało, to informacji o zawodach dla osób niezorientowanych w sportowej tematyce. Na słupach ogłoszeniowych próżno było szukać plakatów o Grand Prix, zabrakło też banerów czy tablic zapowiadających turniej wyłaniający mistrza świata w dyscyplinie, która jest w Toruniu sportem numer jeden. Jeśli ktoś akurat przyjechał do Torunia w innym celu niż na żużel, informacji o powodzie obecności tak licznego grona kibiców musiał szukać na własną rękę.

Warto przeczytać

W ogródkach gastronomicznych o wolne miejsce było trudno, a jeśli już udało się je znaleźć, czas oczekiwania na obiad wynosił ponad godzinę. Fani żużla raczej nie korzystali z atrakcji innych niż posiłek, napitek i zawody.

- W ogródkach tłumy, a u nas pusto - powiedział "Nowościom" spotkany w Ośrodku Informacji Turystycznej Szymon Wiśniewski, jego dyrektor. - Jeśli już ktoś o coś pyta, to najczęściej o dojazd na stadion. Mieliśmy, jak co weekend, organizowane przez nas zwiedzane miasta. Zgłosiły się cztery osoby. Na przyjeździe kibiców korzystają za to hotele. Miejsc jest już bardzo mało, za to ceny są wyższe.

Wcielając się w rolę fana pilnie szukającego noclegu po wieczornym kibicowaniu zadzwoniliśmy do jednego z czterogwiazdkowych hoteli pytając o pokój. Jedyny wolny, dwuosobowy, kosztował dokładnie 985 złotych, wliczając w to śniadanie. Taka cena w ten weekend wcale nie była jednak najwyższą - na kibiców, zwłaszcza tych zagranicznych i z odpowiednio grubym portfelem, czekały też pokoje w cenach czterocyfrowych za noc i wcale nie pozostały one puste.

Holender czyta o polskim żużlu

Jak co roku specjalną witrynę przygotowała księgarnia "Centrum" - na wystawie wzrok kibiców przyciągały liczne żużlowe książki.

- Sprzedało się już kilkanaście - powiedział Andrzej Nehring, właściciel księgarni. - Najwięcej zawsze kupowali Szwedzi. Interesowały ich zwłaszcza te książki, w których jest dużo zdjęć. W tym roku przyjechało ich jednak mało. Był za to kibic z Holandii.

Gdy jedni fani szukali żużlowej lektury, inni oblegali Taia Woffindena. Trzykrotny mistrz świata zarówno w sobotę, jak i w niedzielę, już po zawodach, wybrał się na Stare Miasto wraz z żoną i dziećmi. Brytyjczyk starał się z rodziną odwiedzić sklepy, kupił dla pociech kolorowe balony, ale i tak co chwilę był zatrzymywany przez kibiców, którzy prosili go o pamiątkowe zdjęcia. O anonimowym przejściu przez Szeroką Woffinden mógł tylko pomarzyć.

Bilet sprzedam, bilet kupię

Wejściówki na sobotni turniej zostały wyprzedane już dawno. Pod Motoareną spotkaliśmy więc "koników", którzy liczyli na zysk. W oficjalnej sprzedaży cena normalnego biletu na strefę niebieską, czyli na pierwszy wiraż i prostą naprzeciw startu, wynosiła 220 złotych, a na strefę zieloną - drugi wiraż - 170 złotych. Niespełna dwie godziny przed zawodami „niebieski” bilet dało się już jednak kupić nawet za 200 złotych. Im bliżej turnieju, tym ceny spadały, o czym przekonały się także "Nowości", udając kibica bez biletu.

- Mam na zieloną, sprzedam za sto! Nie chcesz? Dobrze, to mam też na niebieską! Też za stówkę sprzedam! - namawiał jeden z "koników" widząc, że transakcja raczej się nie uda, a do zawodów jest już ledwie 30 minut. W ręku mężczyzny pozostał pakiet co najmniej pięciu wejściówek...

Dawni mistrzowie w Toruniu

Wielkie zawody mają to do siebie, że przyciągają dawne gwiazdy żużla. Nie inaczej było i tym razem - w Toruniu pojawili się m.in. niespełna 87-letni Barry Briggs, który pierwszy z czterech tytułów mistrza świata wywalczył już w 1957 roku. Oprócz jednego z najstarszych żyjących czempionów obecni byli także Tony Rickardsson (sześć tytułów), Hans Nielsen (cztery), Greg Hancock (cztery), czy Chris Holder (jeden), a także zawodnicy mniej utytułowani, ale w swoim czasie również zaliczani do światowej czołówki, jak Ronnie Correy czy Andy Smith.

Jak co roku nie zabrakło także polskich zawodników sprzed lat. Pod okiem Wojciecha Żabiałowicza, legendy Apatora, zawsze dbającego o możliwość wspólnego przeżycia Grand Prix w Toruniu, turnieje oglądali m.in. Józef Jarmuła i Bogusław Nowak.

Żużlowe mistrzostwa świata powrócą do Torunia za rok - wiemy już, że przyszłoroczny turniej odbędzie się 1 października.

PZPN podnosi ceny biletów na kadrę

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie