Toruń. Komitet powitalny przed aresztem, czyli co się działo w mieście 120 lat temu?

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Toruński areszt i budynek sądu przy Fosie Staromiejskiej. To pewnie od tej strony został 120 lat temu wypuszczony na wolność wydawca "Gazety Toruńskiej".
Toruński areszt i budynek sądu przy Fosie Staromiejskiej. To pewnie od tej strony został 120 lat temu wypuszczony na wolność wydawca "Gazety Toruńskiej". Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa
Udostępnij:
24 listopada 1901 roku mury toruńskiego więzienia opuścił wydawca "Gazety Toruńskiej" Sylwester Buszczyński. Przed bramą czekał na niego tłum rodaków. Władze więzienia najpierw próbowały komitet powitalny rozpędzić, a gdy to nic nie dało, wypuściły wydawcę tylną bramą.

Wideo. Rodzinny kapitał opiekuńczy

Lata płyną, świat się zmienia, ale niektóre rzeczy i problemy wydają się ponadczasowe. Na przełomie XIX i XX wieku na obu toruńskich rynkach pojawiły się nowe drzewa. W kwietniu 1900 roku szpaler lip zaczął zapuszczać korzenie na południowej pierzei Rynku Staromiejskiego, rok później ratusz doczekał się podobnego zielonego towarzystwa od północy, wschodu i zachodu. Pamiątką po tych nasadzeniach jest drzewo rosnące za pomnikiem Mikołaja Kopernika. Lipy te zdobią wiele toruńskich zdjęć wykonanych w pierwszej połowie ubiegłego stulecia. Lipy oraz dąb posadzono również na Rynku Nowomiejskim, który był wtedy jednym z najważniejszych placów targowych w mieście. Dość szybko dały tu o sobie znać doskonale znane również dziś problemy.

"Dla ochrony młodych lip posadzonych na Rynku Nowomiejskim wkopano wzdłuż drzew większe kamienie, bo kilkakrotnie najechały wozy na drzewka - informowała "Gazeta Toruńska" w połowie listopada 1901 roku.

Jesienią A. D. 1901 pełną parą ruszyła budowa linii kolejowej do Lubicza. Najpierw ogłoszony został przetarg na roboty ziemne. Udało się go rozstrzygnąć i jak informowała prasa, wykonawca przystąpił do pracy bardzo pospiesznie, aby uporać się ze wszystkim przed nadejściem mrozów. Ekipy układające tory miały się tam pojawić w roku 1902.

Polecamy nasze grupy i strony na Facebooku:

Na początku trzeciej dekady listopada "Gazeta Toruńska" wspominała, że oto mija 40 lat od otwarcia nowej drogi żelaznej z Jabłonowa do Torunia. Jak wiadomo, droga ta była fragmentem magistrali wystruckiej, która została otwarta niemal dwa lata później po otwarciu nowego toruńskiego mostu.

Na ciemnych toruńskich ulicach nie jest bezpiecznie. Jak temu zaradzić?

Problemy z niedostatecznym oświetleniem miasta również wydają się być ponadczasowe. 120 lat temu toruńska prasa wspominała o nich często, o czym już pisaliśmy. W połowie listopada 1901 roku sprawa powróciła na gazetowe łamy ponownie. Tym razem jakichś czterech oprychów napadło w sąsiedztwie starego cmentarza przy drodze lubickiej na młodą dziewczynę. Z opresji ocalił ją przejeżdżający akurat rowerzysta, gospodarze miasta podjęli jednak decyzję, że dla poprawy bezpieczeństwa postawią tam dwie latarnie. Tam, czyli gdzie? Cmentarz św. Jakuba był cały czas czynny, więc raczej nikt by go starym nie nazwał. Ludzie wtedy jednak pamiętali o cmentarzu benedyktynek na początku Winnicy. Wtedy o jego istnieniu przypominał krucyfiks nazywany bożą męką. Dziś są to jedynie wygrzebywane czasami z ziemi ludzkie kości.

Czas procesów politycznych

Jak już wcześniej kilka razy wspominaliśmy, tamta jesień była wyjątkowo gorąca. Zaczęło się od wrześniowego procesu toruńskiego, w którym sądzeni byli filomaci pomorscy. Później szerokim echem odbił się nie tylko na ziemiach polskich proces dzieci z Wrześni, który toczył się w Gnieźnie. Poza wielkimi bataliami sądowymi, było też wiele mniejszych. O tym, ile procesów mieli członkowie redakcji "Gazety Toruńskiej" pisaliśmy w ubiegłym tygodniu. Wspomnieliśmy również, że miesięczną odsiadkę w toruńskim areszcie zakończył wydawca gazety. Sylwester Buszczyński został skazany, ponieważ sąd w Lipsku uznał, iż dodawany do "Gazety Toruńskiej" śpiewnik polski był sprzedawany zbyt tanio, wydawcy nie chodziło zatem o zysk, ale o podburzanie nastrojów. O tym, jakie te nastroje były, polski dziennik informował bardzo szeroko. Buszczyński opuścił więzienie 24 listopada o godz. 16.20.

"Przed gmachem więziennym zebrały się już przed czwartą tłumy ludu, aby powitać wychodzącego z kaźni więźnia. Nie podobało się to urzędnikom więziennym, bo nasamprzód wezwali stojącego na warcie żołnierza, aby nasadził bagnet na karabin i rozpędził tłumy, a następnie sprowadzono policyę - relacjonowała "Gazeta Toruńska". - Urzędnicy policyjni przecież, rozpatrzywszy się w sytuacyi, widząc lud spacerujący spokojnie ulicą przed więzieniem, odeszli na te swoje posterunki, na których obecność ich była potrzebna do utrzymania porządku i bezpieczeństwa publicznego. To taktowne zachowanie się policyi sprawiło jak najlepsze wrażenie. Tymczasem we więzieniu pomyślano jakby czekającym zawód zgotować. W tym celu wypuszczono pana Buszczyńskiego z więzienia tylną bramą, ale i tam go spostrzeżono i zgotowano mu serdeczną owacyę. Dwie panienki w bieli wręczyły odzyskującemu wolność więźniowi kwiaty, zaś sędziwy wiarus, p. Polikarp Marszewski wsadził go do powozu i zawiózł do przystrojonego w kwiaty i girlandy biura wydawnictwa, gdzie odbyło się powitanie przez deputacye towarzystw oraz zgromadzonych kompletnie pracowników drukarni. Wieczorem spędził p. Buszczyński kilka godzin w sali "Muzeum" w licznym gronie życzliwych rodaków wszystkich stanów, przeważnie jednak rzemieślników i robotników, gdyż oni to przeważnie wzięli w swoje ręce zorganizowanie serdecznej owacyi. Wszyscy cieszyli się, że pan Buszczyński utracił co prawda w więzieniu ostatni ciemny włos i posiwiał do reszty, ale mimo to nie upadł na duchu, gdyż w samotnej celi podtrzymywała i krzepiła go na duchu świadomość, że cierpiał za świętą sprawę".

Redakcja "Gazety Toruńskiej" miała wtedy siedzibę przy Mostowej 4. O składzie drukarni pisaliśmy tydzień temu, ponieważ w listopadzie 1901 roku wszyscy pracownicy drukarni zostali wezwani na świadków w procesie redaktora naczelnego "Gazety" Jana Brejskiego. Cóż jeszcze należałoby wyjaśnić? "Muzeum" to rzecz jasna gmach Towarzystwa Naukowego w Toruniu przy ul. Wysokiej. Wiarus Polikarp Marszawski, odbierając Buszczyńskiego z więzienia, miał 62 lata. Miał zakład stolarski przy ul. Łaziennej. Udzielał się w różnych polskich stowarzyszeniach, w ogóle był człowiekiem niezwykle aktywnym. W ostatnich latach życia pracował w redakcji "Gazety" jaki kasjer. Zmarł w marcu 1911 roku.

Jakimi sprawami zajmowały się sądy wojskowe?

120 lat temu sporo roboty miała także Temida w pikelhaubie. Przed jej obliczem stawali głównie szeregowcy karani za niesubordynację, drobne lub większe przewinienia, bądź pospolite przestępstwa. Zdarzało się również, że sąd wojskowy rozpatrywał sprawy podoficerów i sporadycznie również oficerów oskarżonych m.in. o znęcanie się nad podwładnymi. Jak już wcześniej wspominaliśmy, problem ten w pruskiej armii był wielki, a opisał go Artur Nowakowski w głośnej książce "Z koszar niemieckich. 176 Regiment Piechoty Pruskiej w Toruniu". Książkę już wspominaliśmy, podobnie jak to, że opisany regiment stacjonował w koszarach przy obecnym placu świętej Katarzyny.

Dlaczego został zwolniony z wojska redaktor Wojciechowski?

Na początku grudnia 1901 roku "Gazeta Toruńska" poinformowała, że jej powołany do wojska redaktor Franciszek Wojciechowski, ze względu na swoje procesy prasowe, został tymczasowo z wojska zwolniony. W jednostce zdążył jednak trafić na kilka dni do aresztu, ponieważ nie wykonał polecania jednego z podoficerów i nie wyczyścił mu butów.

Na początku grudnia sąd wojskowy skazał na pół roku więzienia dezertera z jednego z toruńskich pułków piechoty. Zajmował się również spraw dwóch podoficerów ze 176 PP, których za nadużycie władzy skazał na pięć dni aresztu. Przed sądem stanęli również dwaj ich koledzy.

"Podoficerzy Krutz i Ossowski posłali do komory rzemieślniczej dwóch dwóch muszkieterów po "smary nadwiślańskie". Ci wróciwszy raportowali, że ich obito rzemieniem i trzepadłem - informowała "Gazeta Toruńska". - Podoficerzy wówczas posłali jednego z nich, żeby podziękował, a ten drugi raz dostał "smary".

Ze względu na głupi żart kara jaka spotkała podoficerów była niewielka. "Gazeta Toruńska" ograniczyła się do tego stwierdzenia nie podając szczegółów.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie