Toruń. Czarnego orła cień. Pobiły się dzieci koło cmentarza na Mokrem. Podczas bitwy padły strzały

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Barki berlinki w toruńskim porcie, a po prawej stronie, obok limnigrafu, restauracja Wyszynki 1, w której 120 lat temu można było zobaczyć buty kapitana Grossmanna
Barki berlinki w toruńskim porcie, a po prawej stronie, obok limnigrafu, restauracja Wyszynki 1, w której 120 lat temu można było zobaczyć buty kapitana Grossmanna Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa
Ciekawi ludzie przechadzali się po Toruniu 120 lat temu, bądź schodzili z tego łez padołu. Jeden chodził po wodzie, drugi z tej wody żył tak długo, aż nie przeszedł na wodę z procentami.

Smaki Kujaw i Pomorza - sezon 4 odcinek 33 - Biskupin

Jak się nazywał człowiek, który na oczach tłumu chodził po wodzie i się nie utopił? Grossmann, proszę Państwa. Kapitan Grossmann. W Toruniu dokonał tego w środę 3 września 1902 roku.

„Dziś po południu przechodził Wisłę nad przejazdem w wynalezionych przez siebie butach kapitan Grossmann – informowała „Gazeta Toruńska”. - Wyratował on w ostatnich dwóch latach przeszło 20 ludziom życie za pomocą tych butów, które można oglądać w oberży nr 1 nad Wisłą”.

Historia niestety milczy, a w każdym razie nam niczego na ten temat nie udało się znaleźć, czy kapitan wynalazł czółenka, czy też zwykłe kajaki. Niestety ani prasa polska, ani niemiecka nie zamieściły nawet rysunku tego niezwykłego obuwia. Możemy więc się tylko domyślać, cóż zobaczyli ludzie na brzegu Wisły, a później w tawernie, która znajdowała się u wylotu ul. Łaziennej. Spacer Grossmanna mógł być w każdym razie oceniany jako mały krok dla człowieka, ale wielki dla ludzkości i na pewno cieszył się ogromnym zainteresowaniem. W kolejnym wydaniu toruński dziennik doniósł, że obserwatorów na brzegu zebrało się mrowie, a dzieci, aby mieć lepszy punkt widzenia, wspięły się na wagony kolei nabrzeżnej. Niestety, interweniował dozorca, najwyraźniej niepomny wyjątkowości chwili, a jeden z uciekających przed nim nastolatków spadł z wagonu tak nieszczęśliwie, że złamał sobie nogę. Swoją drogą trzeba przyznać, że w tamtych czasach dzieci były bardzo przedsiębiorcze.

Gdzie znajdował się stary cmentarz na Mokrem i wciąż jeszcze znajdowane są ludzkie kości?

„Kilku chłopców z Torunia wszczęło ze swoimi rówieśnikami z Mokrego wojnę – czytamy w „Gazecie” z początku września A. D. 1902. - Przy tej okazyi zapalili w pobliżu cmentarza na Mokrem słomę i zaczęli potem bombardować do siebie na sposób wojenny kamieniami. Dwóch chłopców z Mokrego, aby pokazać, iż są zbrojniejsi, przyniosło ze sobą rewolwer i teszyng, z których trzy strzały oddali raniąc przytem jednego 12-letniego chłopca w nogę. Gdyby nie była się w to policya wmieszała, mogła owa wojna gorsze następstwa za sobą pociągnąć”.

Polem bitwy musiały być okolice Bożej Męki, czyli starego cmentarza na Mokrem, który znajdował się w rejonie dzisiejszej ulicy Podgórnej i Staszica. Nekropolia została zlikwidowana w latach 20. ubiegłego wieku, jednak nie przeprowadzono tam ekshumacji. Mieszkańcy modernistycznych bloków przy Staszica wspominali, że jeszcze po wojnie dzieci bawiły się tam ludzkimi czaszkami. Dziś w miejscu Bożej Męki jest plac budowy, ciekawe czy ziemia nadal przypomina o cmentarnej przeszłości?

Skoro już jesteśmy na Mokrem, warto zajrzeć do gazety, która ukazała się kilka dni później i lokalu, jaki znajdował się na drugim końcu samodzielnej wtedy gminy.

Gdzie była restauracja Pod Czarnym Orłem?

„Murarz Antoni Zerajewski znajdował się dnia 8 maja rb w lokalu „Pod Czarnym Orłem na Mokrem, w gronie kilku towarzyszy, gdzie zamienił zegarek – czytamy w rubryce kryminalnej polskiego dziennika. - Podczas gdy on była tak spity, iż o niczem nie wiedział, miał się rzekomo do niego przybliżyć robotnik Leon Wiśniewski i zabrać mu nie tylko nowo zamieniony zegarek, lecz wszystkie pieniądze, które miał w kieszonce. Jednakowoż nie można było tego Wiśniewskiemu udowodnić, dlatego sąd go od winy i kary uwolnił”.

Historia jakich wiele, w zasadzie bez znaczenia. Odnotowujemy ją jednak ze względu na miejsce, w którym doszło do przestępstwa. Budynek, w którym mieścił się lokal „Pod Czarnym Orłem” stoi do dziś, a uważny obserwator do dziś dostrzeże na jego ścianie orła cień. Takim uważnym obserwatorem jest Kamil Snochowski, czyli toruński Literołap, łowca dawnych szyldów i napisów reklamowych, a także współautor przewodnika po tych napisach, jaki pod koniec ubiegłego roku pojawił się w zasobach Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej. Rozplątanie zagmatwanej historii budynku przy ul. Kościuszki 92 jest wielką zasługą Anny Zglińskiej, kolejnej autorki przewodnika, który w przyszłości powinien się również pojawić w formie drukowanej.

Polecamy

Początek września 1902 roku był chłodny i pochmurny, ale na świecie i w mieście sporo się działo. Gazety wspominały, że w Bramie Jakubskiej konie wystraszyły się przejeżdżającego obok auta. Jest to druga wzmianka o samochodzie, jaka pojawiła się w prasie w ciągu miesiąca, zatem pojazdów mechanicznych na toruńskich ulicach robiło się coraz więcej.

Co robili Węgrzy nad Morskim Okiem?

Czytelników „Gazety Toruńskiej”, i nie tylko niej, elektryzowały również doniesienia o procesie jaki akurat toczył się w Grazu, a dotyczył polsko-węgierskiego sporu o Morskie Oko. W każdym wydaniu gazety pojawiało się kilka tekstów w tej sprawie. Ich wydźwięk był dość jednoznaczny – gazeta informowała o karygodnych wyczynach węgierskich żandarmów, którzy bezprawnie ulokowali się nad spornym jeziorem, zatrzymywali przechodzących tam górali oraz zniszczyli kładkę zbudowaną dla członków sądu rozjemczego. Ci ostatni zaś mieli udowodnić, że Madziarzy sfałszowali jeden z najważniejszych dokumentów, które miały udowadniać ich prawa do Morskiego Oka.

Polecamy

Do Torunia dotarła również informacja o tym, że w połowie sierpnia 1902 roku w Stanach Zjednoczonych umarł Hieronim Derdowski, dawny redaktor „Gazety Toruńskiej”. Zasłużony pisarz i działacz kaszubski, m.in. autor haseł „Nigdy do zguby nie przyjdą Kaszuby”, czy „Nie ma Kaszub bez Polski, a bez Kaszub Polski”, jest dziś patronem ulicy na Bydgoskim Przedmieściu. „Odziedziczył” ją po 1920 roku po Wilhelmie Pastorze, właścicielu tartaku oraz rozległych gruntów na których powstało obecne Bydgoskie Przedmieście. Sam zresztą miał w jego budowie spory udział, nie tylko dostarczając drewno. Dla siebie i swojej rodziny Pastor zbudował dom przy Bydgoskiej 26, czyli późniejszą „Zofijówkę”.

Z czego słynął toruński nurek?

Derdowskiego „Gazeta Toruńska” pożegnała tekstem na pół kolumny umieszczonym na pierwszej stronie. Równie obszernie, kilka numerów później i na jednej ze stron dalszych, dziennik pożegnał jednego z toruńskich dziwaków.

„Pomiędzy aresztantami, których policya uwięziła, znajdował się niejakiś szyper i nurek Nuczkowski, który w swoim życiu nie mniej jak 94 razy był za różne sprawy karany – czytamy. - Nuczkowskiego odprowadził policyant do celi o godz. 5 i pół, gdy poszedł za kwadrans obaczyć co więzień robi, znalazł go bez życia. Śmierć nastąpiła wskutek zatrucia alkoholem. Nuczkowski mimo swojego słabego charakteru był ogólnie lubiany i znany ze swego dziwactwa. Gdy pewnego razu miał być aresztowany za obraz pewnego Żyda z Królestwa, umknął policyantowi i wdrapał się na maszt. Policyant jednakowoż stanął przy maszcie na dole chcąc zaczekać, aż go głód zmusi do poddania się. Nuczkowski nie namyślając się skoczył z wysokości w wodę i przepłynął pod berlinką do brzegu, skąd się ratował niepostrzeżony dalszą ucieczką. Także z żelaznego mostu na Wiśle zeskakiwał kilkakrotnie i nic mu się nie stało. Innym znów razem wyładowywali żołnierze amunicyę, przyczem wpadły dwa granaty do wody. N. oświadczył, że je wydobędzie, co mu się rzeczywiście udało. Uradowany oficer nadzorujący chciał mu dać za to talara, którego N. nie przyjął oświadczając, iż uczynił to nie dla oficera, lecz dla swych znajomych żołnierzy. Nuczkowski zasłużył się również przy ratowaniu topiących się i wydobywaniu przypływających trupów topielców. Dopiero w ostatnich latach oddał się pijaństwu, które się do skrócenia życia przyczyniło. Nuczkowski liczył 59 lat”.

Umarł niebieski ptak. Jak wielu ludzi Wisły zapewne mieszkał na rzece, w każdym razie pełnoprawnym obywatelem Torunia raczej nie był. W księdze adresowej z 1900 roku żaden Nuczkowski nie został odnotowany. Jest tylko Nuszkowski J., robotnik. Mieszkał przy ul. Prostej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na torun.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie