Ratujmy hematologię w Toruniu! "Życie i zdrowie pacjentów jest zagrożone". Każdy może podpisać apel do prezydenta Torunia

Sara Watrak
Sara Watrak
W Urzędzie Marszałkowskim w środę odbyło się spotkanie w sprawie hematologii.
W Urzędzie Marszałkowskim w środę odbyło się spotkanie w sprawie hematologii. Grzegorz Olkowski
Udostępnij:
"Istnienie toruńskiej hematologii jest zagrożone" – twierdzą pacjenci i lekarze. Apelują do prezydenta Torunia, by podjął decyzję w tej sprawie. Na szali leży przede wszystkim zdrowie i życie pacjentów.

Zobacz wideo: Smaki Kujaw i Pomorza - Sezon 4 odcinek 22

- W piątek oddział hematologii w szpitalu miejskim został przekazany w ręce trzech osób. Wcześniej pracowało tam 13 osób – mówi dr Marcin Rymko, były już ordynator Oddziału Hematologii i Transplantacji Szpiku w szpitalu miejskim w Toruniu. Oddział liczy 34 łóżka. O tym, z kogo składa się obecny, niewielki zespół lekarzy, już na łamach "Nowości" pisaliśmy.

Czy w obecnej sytuacji - mimo że szpital miejski zapewnia, że mają i będą mieli w przyszłości zapewnioną opiekę, gwarantującą ich bezpieczeństwo i ciągłość leczenia - możemy mówić o narażeniu pacjentów na utratę życia i zdrowia? - W mojej ocenie tak – uważa dr Małgorzata Całbecka, hematolog, która wiele lat temu zakładała oddział w szpitalu miejskim w Toruniu. - Nie wyobrażam sobie, żeby ten obecny zespół mógł zastąpić trzynastu lekarzy. To jest absolutnie niemożliwe.

Takiego zdania są również pacjenci. To przede wszystkim im oddano głos podczas środowego spotkania z mediami, do którego doszło w Urzędzie Marszałkowskim.

Polecamy

"Dzięki tym lekarzom żyję". Pacjenci oddziału hematologii mówią o swoich doświadczeniach

Pani Hanna, pacjentka oddziału od 2001 roku: "Ja żyję dzięki temu oddziałowi. Wcześniej leżałam w sześciu szpitalach w Polsce. Takiego bezpieczeństwa nigdzie nie miałam. Jestem przerażona tym, co się dzieje. Lekarz prowadzący zna wszystkie moje choroby. Nie wyobrażam sobie dalszego leczenia z zupełnie nowym lekarzem. Tu czułam się bezpieczna i to mi zabierają".

Pan Piotr, choruje od 2006 roku: "Czuję się naprawdę bardzo dobrze. To dzięki tym ludziom. To są aniołowie".

Pan Krzysztof, w 2003 roku dowiedział się, że ma raka krwi: "Dzięki tym lekarzom żyję ponad 19 lat. Oni byli dla mnie jak rodzina".

Pani Katarzyna, zachorowała 11 lat temu na ostrą białaczkę: "Nas nie obchodzi polityka, układy. My się na tym nie znamy. Chcemy, by dalej była nam zapewniona opieka naszych lekarzy. Nie podważamy autorytetu żadnego lekarza. Ale my jesteśmy bezpieczni przy swoich lekarzach".

Takich pacjentów jak oni są tysiące. Wszyscy boją się, że ich życie i zdrowie jest zagrożone – choć szpital uważa inaczej.

Sławomir Detmer już doświadczył tego, jak obecnie funkcjonuje oddział. W ubiegłym roku zachorował na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Obecnie jest w trakcie leczenia podtrzymującego. Jak relacjonuje jego żona, Beata, do 30 czerwca pan Sławomir przyjeżdżał do szpitala, tam pobierano mu krew, później omawiano wyniki i przepisywano odpowiednie leki. Ostatnie wyniki nie były dobre, zlecono więc kolejne. Pacjent przyjechał w poniedziałek, 4 lipca, na badania z Brodnicy. Po otrzymaniu wyników ordynator miał się z nim skontaktować. - Czekaliśmy do godz. 13. Dziś jest środa. Nikt się z nami nie skontaktował. Nie wiemy, jak te wyniki interpretować, czy trzeba modyfikować leczenie – mówi pani Beata.
Polecamy nasze grupy na Facebooku:

Podział kontraktu albo... zwolnienie dyrekcji. Co dalej z hematologią w Toruniu?

Możliwe rozwiązania sytuacji z hematologią w Toruniu są dwa: pierwsze to przekazanie, choć częściowo pieniędzy z kontraktu przez szpital miejski Wojewódzkiemu Szpitalowi Zespolonemu, gdzie utworzony zostałby oddział hematologii. Na to zgodę musi wyrazić NFZ.

- Bez pomocy i dobrej woli NFZ, to się nie uda – podkreśla dr Rymko.

O drugiej opcji mówi Dominik Romiński, wiceprezes Stowarzyszenia "Kierunek Zdrowie", które pomaga pacjentom walczącym z rakiem krwi.

- Może lepszym rozwiązaniem i szybszym byłaby decyzja prezydenta o zwolnieniu dyrekcji i przywróceniu wszystkich lekarzy, tym samym nie dojdzie do podziału, który jest już w tej chwili, że lekarze będą pracować na Bielanach, a pielęgniarki zostają na Batorego, co jest dużą stratą dla całego szpitala – proponuje Dominik Romiński.

Wszyscy jednogłośnie podkreślają, że z decyzjami nie można zwlekać. Pacjenci mają zaplanowane terminy chemioterapii. Każdy dzień zwłoki to dla nich dodatkowy stres.

Apel do prezydenta Torunia. Każdy może go podpisać

Na stronie ratujmyhematologie.pl można podpisać apel do Prezydenta Torunia Michał Zaleskiego. Czytamy w nim, że istnienie toruńskiej hematologii jest zagrożone. - Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, aby nie dopuścić do jej upadku - piszą pomysłodawcy apelu, czyli pacjenci, lekarze i organizacje społeczne.

„Pomimo perspektywy utworzenia nowego oddziału w murach innej placówki dyrekcja Szpitala Miejskiego blokuje cesję części swojego kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia na leczenie pacjentów hematologicznych”. - czytamy w apelu.

Jego autorzy podkreślają, że oddział hematologii to ludzie, a nie mury. - Apelujemy o umożliwienie im dalszej pracy i zgodę na to, aby pieniądze podążały za pacjentem.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie