Pierwszy samochodowy pirat drogowy na Szerokiej w Toruniu i wielka afera z fałszerzami rosyjskich pieniędzy

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Reklama Feyerabenda z toruńskiej księgi adresowej wydanej w 1892 roku. Litograf urzędował wtedy przy Strumykowej.
Reklama Feyerabenda z toruńskiej księgi adresowej wydanej w 1892 roku. Litograf urzędował wtedy przy Strumykowej. Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa
Na początku sierpnia 1902 roku do kamienicy przy Szerokiej 18 weszli żandarmi. Wyprowadzili stamtąd skutego znanego toruńskiego litografa Ottona Feyerabenda, który okazał się być ważną postacią międzynarodowej grupy fałszerzy rosyjskich papierów wartościowych. Podrabiane przez nich akcje spowodowały panikę na rosyjskiej giełdzie.

Obejrzyj: Bella Skyway Festival w Toruniu

Dlaczego sierpień i lipiec mają po 31 dni? Młodzież szkolna pewnie się nad tym głowić nie musi. To jasne - w lipcu i sierpniu są wakacje, więc to oczywiste, że oba miesiące powinny być jak najdłuższe. Ale przecież w innych państwach wakacyjny kalendarz wygląda inaczej, chociaż długość obu miesięcy pozostaje bez zmian.

Polecamy

Prasa sprzed ponad stu lat jest nie tylko kopalnią informacji lokalnych. Wertując dostępne w Kujawsko-Pomorskiej Bibliotece Cyfrowej archiwalne wydania "Gazety Toruńskiej" warto również zaglądać do działu "Rozmaitości". Można tam znaleźć różne smaczki - naukowy wywód o wirusie łysiny, doniesienia o rewelacyjnej metodzie usuwania kurzu przy pomocy energii elektrycznej (bez pośrednictwa napędzanego tą energią odkurzacza), czy wynalazku wybitnego austriackiego konstruktora, który zbudował łódź latającą zdolną okrążyć kulę ziemską w ciągu 48 godzin. Poza fantastyką naukową (doniesienia o łodzi latającej pochodzą z 1902 roku, wynalazek raczej więc nie spełnił pokładanych w nim nadziei), trafiają się tam również teksty historyczne, ale wyjaśniające naszym przodkom ich teraźniejszość. Widocznie ich również zastanawiało, dlaczego lipiec i sierpień mają po 31 dni, tekst na ten temat toruński dziennik opublikował niemal dokładnie 120 lat temu.

Którzy rzymscy władcy znaleźli się w kalendarzu?

"Sierpień, obecnie ósmy miesiąc roku, był u Rzymian, którzy rok zaczynali w marcu, miesiącem szóstym i dlatego nazywał się sextilis - czytamy. - Nazwę ową nosił do czasów cesarza Augusta. Cezar ten, pragnąc upamiętnić kilka zdarzeń szczęśliwych, które mu się w owym miesiącu wydarzyły, zwrócił się do Senatu, aby sextilis nazwano jego imieniem, tak jak już nazwano poprzedni miesiąc roku quintilius imieniem Juliusza Cezara (Julius). Senat wypełnił ma się rozumieć wolę cezara, a przytem, ponieważ sextilis liczył tylko dni 30, gdy tymczasem quintilius nazwany Juliusem miał dni 31, postanowił aby miesiąc Augustus liczył także dni 31, większa bowiem liczba dni w miesiącu Juliusza mogłaby być ujmą dla miesiąca Augusta. Odjęto więc dzień od lutego i dodano do sierpnia. Rachuba ta przetrwała do naszych czasów".

Prawdą jest, że nazwa miesiąca sextilis została zmieniona, aby uczcić Oktawiana Augusta i że z tych samych powodów kalendarzu pojawił się miesiąc Iulius (bo tak to rzymianie zapisywali). Reszta już się z prawdą nieco mija. Sextilis / August nie wzbogacił się o dzień kosztem lutego, ponieważ 31 miał już po reformie kalendarza przeprowadzonej przez Juliusza Cezara.

Kogo o mało nie potrącił pierwszy odnotowany przez gazety pirat drogowy w Toruniu?

Zaczęliśmy lekko, jednak w sierpniu 1902 roku o sezonie ogórkowym nie mogło być mowy. Na toruńskim bruku, szczególnie na bruku ulicy Szerokiej, sporo się działo.

"Na ulicy Szerokiej pędził całą siłą "pary" jakiś samochód i o włos byłby najechał na oficera artyleryi jadącego na kołowcu".

Ta notka z sierpnia 1902 roku jest pierwszą informacją o zmotoryzowanym piracie drogowym, jaka pojawiła się na łamach "Gazety Toruńskiej". A także swego rodzaju znak czasu. Jak ustaliła kiedyś Anna Zglińska, pierwszy samochód pojawił się w Toruniu w czerwcu 1894 roku. Pędzona benzyną dorożka bez koni, jak nazywały pojazd gazety, zatrzymała się na ul. Mostowej przed hotelem "Pod Orłem". Był to samochód reklamujący kawę słodową Kathreinera. Pojazd wzbudził sensację. Zresztą o interwencjach żandarmów, którzy musieli rozpraszać tłum ciekawskich, gazety wspominały jeszcze pięć lat później. W kolejnych doniesieniach sensacji było już coraz mniej. Najwyraźniej do widoku aut nasi przodkowie już przywykli.

Który znany torunianin zajmował się fałszowaniem rosyjskich papierów wartościowych?

Jak grom z jasnego nieba musiała jednak na nich spaść wiadomość, że znany toruński litograf Otton Feyerabend, wydawca m.in. pocztówek i map, okazał się być członkiem międzynarodowej bandy fałszerzy pieniędzy.

Polecamy

„W piątek po południu aresztowano tutejszego litografa Feyerabenda i jego dawniejszego pomocnika Wagnera - pisała „Gazeta Toruńska” 3 sierpnia 1902 roku. - Aresztowania nastąpiły na żądanie warszawskiej policyi kryminalnej. Równocześnie z aresztowaniem odbyła się w mieszkaniu Feyerabenda rewizya. Szukano płyt do podrabiania fałszywych pieniędzy rosyjskich i płyty te znaleziono”.

Rewizje i aresztowania zostały przeprowadzone jednocześnie w Toruniu i Warszawie, dzięki czemu carscy i cesarscy policjanci złapali niemal całą szajkę fałszerzy. Ci z Kongresówki złożyli podczas śledztwa bardzo interesujące zeznania.

„Wskazali oni, że wyrobem banknotów 500-rublowych, marek stemplowych wartości rublowej i marek pocztowych zajmuje się litograf berliński, Emil Schandler, posiadający doskonale po temu urządzone zakłady w Berlinie przy Birkenstrasse - informował toruński dziennik. - Na żądanie władz sądowych warszawskich policya w Berlinie aresztowała Schandlera. Maszyny jego, rysunki i kamienie będą sprowadzone do Warszawy”.

Dlaczego fałszerze sięgnęli akurat po rosyjskie pieniądze?

Dlaczego międzynarodowa szajka zabrała się akurat za rosyjskie papiery wartościowe? Rosyjskie banknoty były jak na tamte czasy doskonale zabezpieczone, jednak rozległe prowincje imperium carów pozwalały wprowadzać fałszywki bez wielkiego ryzyka. Brakowało tam ekspertów, którzy by byli w stanie odróżnić oryginał od doskonałej podróbki. Poza tym rubel był mocną walutą. Jeden kosztował wtedy dwie marki, zatem za dajmy na to pięć 500-rublowych banknotów, można było żyć jak król, albo jak burmistrz Chełmna, który w 1902 roku zarabiał 5.400 marek rocznie.

Kiedy i dlaczego fałszerze wpadli?

Grupa, w której ważną postacią był nasz litograf, popełniła błąd i swoje dzieła zaczęła rozprowadzać w Warszawie - wtedy trzecim co do wielkości mieście imperium. Sprawa się wydała gdy do jednego z banków przyszedł człowiek z podejrzanym 500-rublowym banknotem. Wezwani policjanci usłyszeli od posiadacza trefnej waluty, że otrzymał on ją w innym banku. Według opisu toruńskiej gazety policjanci udali się pod wskazany adres i od tamtejszego kasjera zażądali kluczy do sejfu. Ten odparł, że klucz zgubił, więc szafę żelazną rozbito siłą. Wewnątrz znajdowało się jeszcze 50 fałszywych banknotów. Podrobione 500-rublówki trafiły do sejfu policyjnego, a kasjer za kraty.

Polecamy

Śledztwo prowadzone przeciw dwóm torunianom zatrzymanym na początku sierpnia, trwało do końca listopada 1902 roku. Obu oskarżonym wytoczona została sprawa z paragrafów 146 i 149 kodeksu karnego. Zgodnie z tymi przepisami, za podrabianie „monety brzęczącej lub papierowej” groziły minimum dwa lata ciężkiego więzienia. Rozprawa przed sądem przysięgłych odbyła się w kwietniu 1903 roku i trwała dwa dni. Oskarżonym postawiono pięć zarzutów. Mieli oni podrabiać rosyjskie akcje Rubylowicza w wysokości 1000, 500 i 100 rubli, listy zastawne warszawskiego banku kredytowego na 500 rubli, akcje i inne papiery wartościowe rosyjskiej bałtyckiej fabryki wagonów, listy zastawne Królestwa Polskiego oraz banknoty 500-rublowe.

Jaki wyrok otrzymał toruński litograf?

Feyerabendowi, jako jedynemu z całej grupy, postawiono wszystkie zarzuty. Proces, na którym w roli eksperta wystąpił m.in. nadworny litograf cesarza, prowadzony był za zamkniętymi drzwiami. Zostały one otwarte dopiero przed samym ogłoszeniem wyroku.

„Wielka liczba publiczności obległa tutejszy gmach sądowy czekając na wyrok, który zapadł po blisko dwugodzinnej naradzie - pisała „Gazeta Toruńska” 24 kwietnia 1903 roku. - Brzmiał on: Feyerabend - cztery lata domu karnego i utrata praw obywatelskich przez sześć lat. Wagner - osiem miesięcy więzienia, które mu odliczono ze śledztwa, tak iż zaraz został puszczony na wolność”.

Wyrok Feyerabend odsiedzieć miał w więzieniu w Gniewie, dokąd został doprowadzony w czerwcu 1903 roku. Toruński sędzia śledczy Technau, który odznaczył się podczas śledztwa prowadzonego przeciw fałszerzom rosyjskich pieniędzy, został nagrodzony orderem Świętego Stanisława. Przyznał go mu sam car Mikołaj II.

Polecamy nasze grupy i strony na Facebooku:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na torun.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie