Dramat babci i wnuczka w Toruniu! "On ją bije, szantażuje, a ona go chroni"

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Babcia nie radzi sobie z wnukiem. Miała opiekować się nim kilka tygodni, a mija już kilka miesięcy tej "tymczasowości". Sprawę znają MOPR i policja; do sądu rodzinnego trafiły dwa wnioski. Sąsiedzi reagują, ale efektów nie widzą: koszmar trwa dalej.
Babcia nie radzi sobie z wnukiem. Miała opiekować się nim kilka tygodni, a mija już kilka miesięcy tej "tymczasowości". Sprawę znają MOPR i policja; do sądu rodzinnego trafiły dwa wnioski. Sąsiedzi reagują, ale efektów nie widzą: koszmar trwa dalej. 123rf
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Pani Maria z Bydgoskiego Przedmieścia ma 72 lata i opiekuje się chorym mężem. Od kilku miesięcy pod opieką ma 10-letniego wnuka, którego rodzice się rozwodzą. - Chłopak ją wyzywa, wymusza pieniądze, nawet bije. Była wzywana policja, działa MOPR. Ale ten koszmar trwa dalej. Mamy czekać, aż dojdzie do dramatu? - pyta zarządca kamienicy i prosi o interwencję.

Spis treści

Internetowa premiera filmu „Siła KobieTY”. Zobacz reportaż

Pan Zenon zarządza prywatną kamienicą na Bydgoskim Przedmieściu w Toruniu i tutaj mieszka. - Wraz z żoną i innymi sąsiadami nie chcemy biernie się przyglądać temu, co się dzieje. Pani Maria przez wnuka jest wyzywana w najgorszych słowach. Chłopak ma 10 lat, a już potrafił babcię bić. Wtedy wzywaliśmy policję. Regularnie wymusza pieniądze, szantażuje. Np. siada na oknie i grozi, że skoczy, jeśli nic nie dostanie. Sprawę znają policja i MOPR, ale dramat naszej sąsiadki trwa dalej - opowiada mężczyzna i prosi redakcję o interwencję.

Sprawę badaliśmy, opierając się o informacje z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu i Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Okazało się, że sytuacja jest skomplikowana i kryje się za nią zarówno dramat babci, jak i wnuczka. Oto, co udało nam się ustalić.

Maciek z Podgórza, lat 10. Rozwód rodziców, brak prądu i wody w domu

Maciek dopiero skończy 10 lat. Z rodzinnego domu idzie w świat z bagażem smutnych przeżyć. Dotąd mieszkał na Podgórzu, z matką. Ojciec pracuje w Skandynawii, zjeżdża do kraju raz na miesiąc. To on pobiera 500 plus i świadczenia rodzinne. Podobno na chłopca nie łoży.

Rodzice są w trakcie rozwodu, a matka układa sobie życie z nowym partnerem. Maciek go nie akceptuje. O tym, by wychowawczy wpływ miał na niego ojciec trudno mówić. Największy wpływ na chłopca mają teraz koledzy: już palą, wagarują, sami mają kłopoty w rodzinnych domach. Maciek bywa agresywny; jest zły na cały świat. Nie radzi sobie z emocjami. Dorośli mówią, że nie szanuje zasad i norm. Pytanie, kto miał mu je wpoić...

W kwietniu br. Maciek miał tymczasowo trafić pod opiekę babci. Takie były ustalenia z pracownikami socjalnymi z Podgórza. Powody? Rozwód rodziców, wcześniej już zdiagnozowana niewydolność wychowawcza matki oraz brak prądu i wody w mieszkaniu na Podgórzu. Owa tymczasowość trwa już jednak siódmy miesiąc...

Pani Maria z Bydgoskiego Przedmieścia, lat 72. Wnuk jest agresywny, ale Niebieskiej Karty nie chce

Babcia ma 72 lata, skromną emeryturę. Zajmuje się niepełnosprawnym mężem. Wiosną br. stanęła na wysokości zadania i znając położenie swojej córki i Maćka, zgodziła się tymczasowo wziąć wnuka pod opiekę. Była przekonana, że sprawować ją będzie przez kilka tygodni. Ale nie miesięcy!

Pani Maria przyznała pracownikom socjalnym, że nie radzi sobie z wnukiem. Mówiła, że chłopak jest agresywny wobec niej, nie szanuje panujących w jej domu zasad, sprowadza szemrane towarzystwo, którego ona nie akceptuje. Do tego, najzwyczajniej w świecie sytuacja przerasta ją też finansowo. Świadczenia typu "500 plus" pobiera ojciec Maćka. Jej córka pieniędzy na utrzymanie chłopca nie przekazuje. Czasem "udziela wsparcia w naturze".

Mimo doświadczanej agresji babcia nie chciała formalnie zgłosić, że wnuk dopuszcza się przemocy, co skutkowałoby założeniem Niebieskiej Karty. Generalnie, pani Maria nie chce źle dla wnuka; nie wyobraża sobie, by musiał trafić do placówki opiekuńczej. Sama jednak opiekować się nim dalej nie jest w stanie. Idealnym scenariuszem byłoby "uruchomienie" matki i ojca Maćka. Ale...

MOPR. Wniosek do sądu rodzinnego, praca z matką. "Podjęliśmy szereg działań"

Sprawą zajmują się zarówno pracownicy socjalni miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Toruniu z Podgórza, jak i z Bydgoskiego Przedmieścia. - Do sądu rodzinnego kierowaliśmy już wniosek o dokonanie wglądu w sytuację rodziny na Podgórzu. Podejmowaliśmy zresztą i podejmujemy cały szereg działań - mówi Bożena Miller, rzeczniczka MOPR.

Matka Maćka została zobowiązana do tego, by umieścić syna w młodzieżowym ośrodku socjoterapii. Pracownik socjalny zalecił wdrożenie psychoterapii dla chłopca. Z uwagi na sytuację w domu, pracownicy socjalni na bieżąco współpracują z dzielnicowym. U pani Marii na Bydgoskim Przedmieściu był pracownik ośrodka i badał sytuację. Rozmawiał z babcią, dokonał tak zwanego wywiadu środowiskowego wśród sąsiadów. Tu znów pojawiła się współpraca z policją, bo sytuacja starszej pani tego wymaga, choć ona sama może nie chcieć formalnie zgłaszać przemocy.

Policja. "Dwa wnioski do sądu rodzinnego. Drugi po interwencji policyjnej we wrześniu"

Wioletta Dąbrowska, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Toruniu przekazuje podobne ustalenia co do sytuacji na Podgórzu i na Bydgoskim Przedmieściu. Dodaje, że wnioski do sądu rodzinnego skierowane zostały dwa. -Drugi był po wrześniowej interwencji u starszej pani. Policja wzywana była wówczas m.in. w związku z agresją, której miał się dopuszczać wobec niej wnuk. Dokumenty do sądu już przekazaliśmy - zaznacza.

Jak zaznacza rzeczniczka, w tle sprawy jest także kurator sądowy oraz fakt, że babcia nie jest prawnym opiekunem Maćka. W przeszłości już niewydolność wychowawczą matki zgłaszali inni członkowie rodziny, w trosce o los dziecka.

- Obecnie wiele zależy od decyzji sądu rodzinnego. To on władny jest podjąć takie kroki dotyczące opieki nad chłopcem, jego miejsca pobytu i środków wychowawczych, które będą rozwiązaniem dla całej krytycznej sytuacji: i wnuczka, i babci - podkreśla Wioletta Dąbrowska z KMP w Toruniu.

Bez happy endu

Pan Zenon, zarządca kamienicy, mówi, że wraz z sąsiadami po prostu bardzo się niepokoją. -Skoro chłopak jako dziesięciolatek potrafi uderzyć babcię, to co zrobi jako dwunastolatek? Może tym razem uda się zrobić coś, zanim dojdzie do prawdziwego dramatu? Potem czyta się w gazetach, że "sąsiedzi nic nie widzieli, nic nie słyszeli". A my widzimy, słyszymy, reagujemy. Tylko jakoś efektów nie widać - kończy.

Do sprawy wrócimy.

PS Imiona wszystkich bohaterów zostały w tekście zmienione. Z panią Marią, mimo prób, nie udało nam się skontaktować.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie