Człowiek z pasją. Zabytkowym rowerem na górski szczyt. Pan Jarek z historii uczynił sposób na życie

Sara Watrak
Sara Watrak
Piknik Historyczny Gdańsk-Oliwa, 2018
Piknik Historyczny Gdańsk-Oliwa, 2018 nadesłane
Bierze udział w rekonstrukcjach bitew, występuje w filmach u Bogusława Wołoszańskiego i jeździ rowerem z lat 30. XX wieku do pracy – Jarosław Mądzielewski z Torunia swojej pasji historycznej poświęca każdą wolną chwilę. Nam opowiedział, jak to wszystko się zaczęło i zdradził sekrety rekonstruktorów historycznych.

Zobacz wideo: Fala upałow jest przeplatana burzami. Na to musisz uważać!

Torunianin odtwarza ważne wydarzenia historyczne

Jarosław Mądzielewski ma 53 lata. Z zawodu jest elektrykiem. Po pracy natomiast zakłada mundur i wciela się w rolę żołnierza z czasów II wojny światowej. – Wydaje mi się, że moje zainteresowanie historią nie wynika ze szkoły. Historii nauczyłem się w harcerstwie. Jestem harcerzem 28. TDH „Watra”. Tam też poznałem moją żonę. Nasze dzieci również były w harcerstwie – mówi torunianin. Jego pasja to jednak coś więcej niż czytanie książek. Pan Jarek zajmuje się rekonstrukcją wydarzeń historycznych. Jest zarówno reżyserem inscenizacji, jak i uczestnikiem. Należy do SGRH Toruń-Podgórz, czyli organizacji, która zajmuje się odtwórstwem historycznym. – Rekonstrukcje są moim sposobem na życie, na to, żeby móc równo stąpać po ziemi – mówi pan Jarek. Od lat bierze udział w takich imprezach jak Łabiszyńskie Spotkania z Historią, Odyseja Historyczna Kutno czy Bieg Tropem Wilczym, gdzie odtwarza wydarzenia z czasów II wojny światowej.

Podczas pikników historycznych wszystko odbywa się z dużym rozmachem. Bierze w nich udział nawet kilkadziesiąt tysięcy osób i… kilkaset koni. Jest obsługa pirotechniczna, a rekonstruktorzy troszczą się o najdrobniejsze detale. - To bardzo ortodoksyjna grupa. Dla przykładu na polu bitwy nie wolno im palić papierosów z ustnikiem, bo podczas wojny nie było ustników – mówi pan Jarek. Podkreśla, że na szczegóły trzeba uważać, bo rekonstrukcje mają cel edukacyjny. - To interaktywna nauka historii i patriotyzmu.

Mieszkaniec Torunia na planie u Bogusława Wołoszańskiego

Duże znaczenie ma jednak nie tylko obszerna wiedza historyczna rekonstruktorów, lecz także ich przygotowanie wizualne, w tym stroje.

- Taki mundur wrześniowy kosztuje 1000 zł. Nie mam droższych ubrań niż mundury. To nie są kostiumy teatralne ani stroje pochodzące z danej epoki. Nie możemy wystąpić w czapce zżartej przez mole. Mundury są szyte na miarę. Tu nie podaje się tylko długości rękawa czy szerokości pod pachami – mówi rekonstruktor.

Dodaje, że łódzka filmówka mogła wyprzedać swoje magazyny strojów, bo rekonstruktorów jest tak dużo, że kostiumolodzy nie są już potrzebni na planach zdjęciowych, chociażby u Bogusława Wołoszańskiego, słynnego popularyzatora historii. Pan Jarek również występował w jego programach. - Wychowałem się na Wołoszańskim. Cieszę się, że mogę obcować z taką legendą – mówi. Ostatnio brał udział w nagraniach w Dybowie, w gm. Wielka Nieszawka. Wystąpił też w programie „Tajna historia XX wieku”.

Polecamy

Toruń zagłębiem zabytkowych rowerów

To jednak nie wszystko. Kilka lat temu torunianin postanowił wprowadzić element historyczny do swojej codzienności. Do pracy dojeżdża zabytkowym rowerem, który był produkowany przez Państwowe Wytwórnie Uzbrojenia, w Fabryce Broni w Radomiu, tylko i wyłącznie dla wojska. Jednoślad ma ponad 80 lat. Pan Jarek dojeżdża nim nie tylko do pracy.

– Jak przesiedliśmy się na te rowery, postanowiliśmy zrobić rajd na Święty Krzyż w Górach Świętokrzyskich. Wyprawa odbyła się w 2017 roku i wzięło w niej udział pięć osób, z czego trzy przyjechały z Torunia. Nasze miasto to taka mała kolebka rowerów produkowanych przez PWU – mówi pan Jarek.

Wjazd na szczyt w Górach Świętokrzyskich to jeszcze nic. W lutym, przy mrozie -16 stopni, pan Jarek wziął udział w I Rajdzie Zdobywców Wału Pomorskiego. Na zabytkowym rowerze pokonał trasę 30 km. – Jechaliśmy w mundurach, z oporządzeniem i bronią. Na tym polega rekonstrukcja – mówi torunianin.

O rowerach produkowanych w Fabryce Broni w Radomiu mógłby opowiadać godzinami. – Ciekawostką jest to, że na rowerze znajduje się uchwyt na karabin, ale żołnierze podobno nie wozili broni w tych uchwytach, bo się brudziła – mówi.
Czytelników „Nowości” ostrzegamy – pasja pana Jarka jest zaraźliwa. Bakcyla połknął już jego syn, który wraz z nim uczestniczył w wielu rajdach. Nic w tym dziwnego – w końcu każdy z nas choć na chwilę chciałby się przenieść w przeszłość. Gdy nie uda nam się znaleźć wehikułu czasu, pozostają rekonstrukcje historyczne.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie